1923 - marszałek Ferdynand Foch w Naramowicach

Na Naramowicach lat temu » 1923 - marszałek Ferdynand Foch w Naramowicach

  • Na dworcu w Poznaniu
    Na dworcu w Poznaniu
  • wojewoda Bniński
    wojewoda Bniński
  • Michał Mleczko
    Michał Mleczko

 

Czy spodziewalibyśmy się, że ktoś taki jak marszałek Foch może mieć cokolwiek wspólnego z Naramowicami? A jednak. Przypomnimy tutaj pewien moment, kiedy Wielka Historia mimochodem zahaczyła o tę małą, podpoznańską wtedy jeszcze, wioskę. Oto Marszałek Francji, mianowany także honorowo Marszałkiem Polski, wielki bohater I wojny światowej, pojawił się 7 maja 1923 roku w Naramowicach! Sam Ferdynand Foch! Ten, dzięki którego dowództwu i śmiałej ofensywie I wojna światowa wreszcie się skończyła. Osobiście podpisywał 11 listopada 1918 roku rozejm z Niemcami w Compiègne. 

Wielkopolska wiele mu zawdzięcza: kto dziś wie, że Niemcy planowali w 1919 roku kontratak, żeby odbić z rąk Polaków wywalczone w powstaniu wielkopolskim terytoria? Marszałek Foch pokrzyżował te plany. Podpisując z Niemcami kolejny rozejm – w Trewirze (luty 1919) oficjalnie uznał Armię Wielkopolską za wojsko sprzymierzone, a zatem front wielkopolski za objęty również rozejmem. Nie zakończyło to wprawdzie definitywnie działań zbrojnych, ale było niezwykle ważnym krokiem na drodze do ostatecznego przyznania ziem wielkopolskich – Polsce. Nie dziwi więc, że ówczesny wojewoda poznański Adolf Bniński nazywał go w swej odezwie do poznaniaków, poprzedzającej wizytę marszałka w naszym mieście -„wskrzesicielem Polski”.

O tym, jak przebiegał dwudniowy pobyt marszałka w Poznaniu, można łatwo przeczytać na poznańskich blogach poświęconych historii. My skupimy się na tych chwilach, które spędził u nas na (w) Naramowicach. Mamy wspaniałe źródła – relację ówczesnego kierownika szkoły (dzisiejszej SP60), uwiecznioną w starej kronice szkolnej oraz notatkę w „Kurierze Poznańskim” z 13 maja 1923 roku. Dzięki nim możemy odtworzyć tamto wydarzenie całkiem szczegółowo. 

Myślę, że pomysł utworzenia szpaleru na drodze, którą będzie jechał marszałek i zgotowania mu owacji, wyszedł od kierownika naramowickiej szkoły – Michała Mleczki. To było w jego stylu! Podchodził bowiem z wielkim poczuciem misji do swoich nauczycielskich obowiązków, szczególnie tych dotyczących wychowania dzieci w duchu patriotycznym. Na pewno przeczytał emocjonalny apel wojewody, zwracającego się do poznaniaków z prośbą o jak najlepsze i najgorętsze przyjęcie znakomitego gościa. Może przy tym chciał, żeby wiejskie dzieci miały okazję zobaczyć kogoś naprawdę wyjątkowego, przeżyć coś niecodziennego, co zapamiętają?

Wzdłuż drogi stanął szpaler uczniów trzymających chorągiewki. „Miejsce powitania ślicznie przybrane” – czytamy w relacji. Ale gdzie się ono znajdowało? Szkoła stała przecież przy Rubieży (dzisiaj w tym budynku mieści się technikum), a kawalkada pojazdów jechała Naramowicką, więc może przy zakręcie w ulicę Rubież? Musiało być dosyć wcześnie, bo marszałek wjeżdżał pociągiem do Poznania około 7.30. Przejazd do Biedruska zaplanowany był zaraz po ceremonii powitania przez władze miasta i oczywiście kompanię honorową Wojska Polskiego.

 Widzę to, jak zbiera się i ustawia szkolny chór, przedreptując z nogi na nogę, powtarzając dla pewności pod nosem słowa wyuczonego, francuskiego hymnu. Widzę, jak dzieciaki w szkolnych fartuszkach, z białymi kołnierzykami, niecierpliwie wyglądają na drogę, wiercą się, karcone przez podenerwowane nauczycielki i pana kierownika, który nade wszystko chce, żeby powitanie marszałka wypadło najlepiej jak można. Z tyłu leżą przygotowane do rzucania na wiwat kwiaty. Helenka Rutkowska, córka nauczycielki, ściska w spoconych rączkach bukiet goździków. To ona ma przywitać zagranicznego, ważnego gościa. I to w języku francuskim! Za dziećmi stoją poważani tutejsi obywatele – odświętnie odziani członkowie Towarzystwa „Sokół” i Towarzystwa Przemysłowców. Rozmawiają sobie o czymś, śmieją się, ale też, podobnie jak dzieci, wyglądają z ciekawością na drogę. Myślę, że co śmielsi z chłopaków wyrywają się raz na jakiś czas „dla draki” z panicznymi okrzykami: „O, jadą, jadą”- po czym wybuchają śmiechem, bo alarm oczywiście jest fałszywy. Kierownika pewnie aż świerzbi ręka, żeby pociągnąć za ucho któregoś z dowcipnisiów.

I wreszcie, wreszcie – słychać zbliżający się charakterystyczny turkot. Teraz naprawdę jadą!

Wszystko poszło jak po maśle: na widok wiwatujących dzieci kawalkada samochodów zatrzymała się, chór odśpiewał solennie „Marsyliankę”, Helenka wręczyła marszałkowi, który wraz ze swą świtą wysiadł z samochodu, kwiaty ozdobione trójkolorową wstążeczką i wyrecytowała dobrze wyuczone powitanie. Podszedł do znakomitego gościa kierownik Mleczko z malutką, trzyletnią córeczką Irenką, która rozczulonemu starszemu panu podała różyczkę. Miły musiał to być moment. Marszałek ucałował obie dziewczynki, zagadnął, przywitał się z nauczycielstwem i rozejrzał życzliwie po otaczającym go tłumku.  Nie spodziewał się pewnie tak gorącego powitania, gdzieś na drodze, w małej, polskiej wioseczce. Wiadomo zresztą z późniejszych relacji, że w ogóle stopniem entuzjazmu przyjmujących go Polaków był szczerze zaskoczony.

I cóż, nasza naramowicka opowiastka tutaj się właściwie kończy. Marszałek wraz z towarzyszącymi mu oficjelami wsiedli do samochodów i odjechali ku Biedrusku. Odprowadzani (co odnotowują oba źródła) okrzykami rozentuzjazmowanych dzieci (wołały pewnie „Vive la France!”), które rzucały im pod koła aut  przyniesione z przydomowych ogródków kwiaty. Relacje nie wspominają o innych mieszkańcach Naramowic. Pewnie pracowici gospodarze i skrzętne gospodynie nie mieli czasu ani głowy do tego, żeby wystawać przy drodze, czekając na przejazd francuskiego gościa. Dopiero po powrocie dzieci słyszeli w domach: „A myśmy dzisiaj widzieli ważnego generała… znaczy nie… marszałka! Marszałka Fosza. Pan kierownik mówił, że to wielki dobrodziej Polaków…”

 A dzięki temu, że scripta manent, mogliśmy dzisiaj wskrzesić dla Państwa tamto dawno już zapomniane zdarzenie.

Renata Zychla

 

PS Dyrekcji Szkoły Podstawowej nr 60 dziękujemy za udostępnienie archiwalnych materiałów i życzliwą współpracę, Panu Adamowi Szabelskiemu – za konsultację, portalowi Lepszy Poznań za udostępnienie zdjęcia.