Co szykuje się w "Lechickiej"? (z "TN"76)

Strona Główna » Co szykuje się w "Lechickiej"? (z "TN"76)

 

Restauracja Lechicka rozwija skrzydła. Nowy szef kuchni, nowy zespół, nowe menu, nowe plany. „Dalekosiężne”- jak zapowiada pan Dariusz Spychała - energiczny, z humorem i błyskiem w oku szef kuchni, który zdobywał doświadczenie na tym stanowisku w hotelu „Ilonn”, a teraz ze swoim profesjonalnym zespołem szykuje się do nowych wyzwań.

Jak zostaje się szefem kuchni? Od początku Pan tego chciał?

DS: Mam wielu znajomych, którzy nie są z zawodu kucharzami, a nimi zostali, ale ja akurat jestem kucharzem i z zawodu, i z zamiłowania. Powiem więcej - chciałem nim być od dzieciństwa. Kiedy w podstawówce wychowawczyni pytała, kim planujemy zostać w przyszłości, zawsze pisałem, że kucharzem. Nie wiem tylko, czy już wtedy chciałem być szefem kuchni, cha, cha! Ale moje życie potoczyło się tak, że nim zostałem. Ta praca wymaga wszechstronności i szerokiej wiedzy o każdej kuchni, bo dzisiaj występują one w różnych połączeniach.  

Mieć „swój” zespół to ważne dla szefa kuchni?

DS: Zdecydowanie. Gdybym miał, wchodząc do nowego miejsca, kompletować od nowa zespół,  trwałoby to naprawdę długo. Dobrego kucharza trzeba szukać czasami kilka miesięcy. Dlatego zespół zgranych ludzi jest niezwykle ważny. Mam do nich zaufanie, mogę ich zostawić, wiem, że sobie poradzą, wiem, co i jak zrobią.

 Zgaduję, że w domu też jest pan szefem kuchni? Od tego się nie ucieknie?

DS (śmiech): Zastanawiam się, czy nie z tego powodu żona mnie sobie wybrała! Sama jest z zupełnie innej branży. Wprawdzie dużo czasu spędzam w pracy, ale tak, oczywiście, w domu gotuję również – dla rodziny.

Czego nowego możemy się spodziewać w „Lechickiej”?

DS: Przede wszystkim weszło nowe menu. Jest to kuchnia polska, ale wzbogacona akcentami innych. Tak więc z jednej strony kaczka, czy schabowy, ale z drugiej – na przykład krewetki. Karta dań będzie teraz sezonowa, czyli kilka razy w roku będziemy ją modyfikować, przy czym to, co najpopularniejsze, na pewno zostanie, czyli schabowy czy burger, a z zup - bulion. Nasze hity będą dostępne zawsze. Sezonowo podamy chłodnik z botwiną, chłodnik z ogórka - zupy idealne na lato, a we wrześniu wprowadzimy nowe, jesienne menu, nieco „cięższe”. Zobaczymy, czy klienci będą z tych rozwiązań zadowoleni. Jeśli tak, to i ja będę zadowolony. Restauracja jest w tej chwili czynna od 14.00 do 22.00 od poniedziałku do piątku, a w soboty i niedziele od 12.00 do 20.30, ale za jakiś czas będziemy też modyfikować godziny, obserwując upodobania naszych gości.

Jakie ma Pan propozycje dla pań chcących wpaść na kawę z przyjaciółkami?

DS: Rabarbar zapiekany z kruszonką, mus z białej czekolady, lody z sorbetami. Świetne na lato.

Państwa ciekawym pomysłem są niedzielne obiady rodzinne. Co można zjeść? Zwłaszcza, jeśli przyjdzie się z dziećmi – bardzo wymagającymi klientami.

DS: Rzeczywiście mamy spory odzew na tę ofertę. Menu obiadów niedzielnych ustalamy na przełomie środy/czwartku. W czwartek można sprawdzić na naszym facebooku propozycje na najbliższą niedzielę. Staramy się dobierać uniwersalne dania, ale jednocześnie jesteśmy elastyczni, jeśli chodzi o gusty dzieci. Ostatnio dla jednej dziewczynki pozamienialiśmy elementy potrawy. Wyszła najedzona i zadowolona. 

Przykładowe menu niedzielne?

DS: Mieliśmy niedawno na przykład: chłodnik, gołąbki, pieczonego pstrąga, kaszotto z pęczaku, a na deser ciasto czekoladowe, kompot rabarbarowy. W inną niedzielę: chłodnik z ogórka, szaszłyki drobiowe, makaron z warzywami. Zawsze staram się dorzucić coś rybnego lub wegetariańskiego. Dodatki w postaci surówek i sałatek stoją na ladzie, można sobie nakładać do woli. Jestem pewien, że każdy znajdzie niedzielny smak dla siebie. Obiady są smaczne, a ceny przystępne. Niech Pani przyjdzie, zobaczy.

Na pewno. Lubimy z mężem jadać w restauracjach weekendowo. Przy czym nie zawsze chce się jechać do centrum, wygodnie mieć miejsce, do którego można dojść na piechotę. I nie kłopotać się o wypicie piwa czy wina.

DS: To mi przypomina, że chodzi nam po głowie myśl o wieczorach z winem, degustacją, żeby mogli tu przyjść ludzie chcący spędzić miło piątkowy czy sobotni wieczór. Otwarcie na potrzeby i oczekiwania gości to nasz absolutny priorytet. Planujemy też dość mocno zmienić wystrój lokalu, będą inne stoły i krzesła…

A jeśli chodzi o imprezy okolicznościowe? Urodziny, rocznice ślubu, chrzciny, komunie?

DS: Coraz więcej mamy takich zapytań. Już nam się zapełnia terminarz na przyszły rok. Na imprezy okolicznościowe jest specjalna oferta, menu do uzgodnienia. W restauracji możemy urządzić przyjęcie na 60 osób bez tańców. Mieliśmy też imprezę taneczną - po prostu didżej działał po drugiej stronie od wejścia na salę. Pole manewru więc jest. Na piętrze mamy 4 sale konferencyjne, jedna z naprawdę pięknym widokiem na Poznań, aż się prosi, żeby tam organizować bankiety. Mam zaufanie do kadry kierowniczej - oni pomagają mi, ja pomagam im, działamy we wspólnym kierunku. Mamy wspólne spojrzenie i zgadzamy się, a to jest najważniejsze, jeżeli chcemy, żeby wszystko poszło w dobrym kierunku. Plany są naprawdę dalekosiężne.

Życzę pełnej ich realizacji! Co chciałby pan powiedzieć naramowiczanom?

DS: Że ich zapraszam! Jesteśmy tu przecież dla nich. Warto przyjść, spróbować, podzielić się opinią, żebyśmy wiedzieli, czego nasi goście od nas oczekują. Ich gust będzie wskazówką, w którym kierunku powinniśmy iść. Chcemy, żeby mieli wpływ na powstanie i kształt nowej karty dań we wrześniu. Będziemy więc przedstawiali różne propozycje i zbierali potem uważnie głosy na poszczególne dania. Mamy nadzieję, że wszyscy goście będą wychodzić od nas syci i zadowoleni. I że będą mówili o nas dobrze. Nie ma lepszej zachęty!

Rozmawiała: Renata Zychla

 

Fot. Restauracja "Lechicka"