demo sklepu z ceramikami demo sklepu artystycznego

przykłady galerii internetowych przykłady galerii www

Fort 4a

Ciekawe miejsca » Fort 4a

 

Na zwiedzanie Fortu 4a umawiamy się z panem Konradem Dąbrowskim – komendantem Fortu, harcerzem, wodniakiem, archeologiem z wykształcenia, fortmenem z zamiłowania i przewodniczącym Porozumienia dla Twierdzy Poznań.

Skontaktował nas z nim nieoceniony pan Adam Szabelski, który, jak się niejednokrotnie przekonaliśmy, o Naramowicach wie absolutnie wszystko.

Spotykamy się czteroosobową ekipą w pierwszy prawdziwie wiosenny niedzielny poranek u bramy Fortu. Nie obywa się bez trudności. Kluczymy wokół Wilczego Młyna, szukając właściwego wjazdu. Zapytany o drogę działkowiec odpowiada ze zdziwieniem: „Ja tu dziesięć lat mam działkę i o żadnym forcie nie słyszałem.” Nieco zbici z tropu wydzwaniamy nerwowo do pana Konrada, ale okazuje się, że jesteśmy już jakieś 200, 300 metrów od celu. I wreszcie, za zakrętem drogi wyłożonej betonowymi płytami, stajemy przed wejściem do Fortu . Wygląda to wszystko na pierwszy rzut oka… tak sobie. Połupany mur dodatkowo oszpecony działaniem absolutnie wszędobylskich wielbicieli farb w sprayu.  Nad łukiem wejścia pusta wnęka  po tablicy z nazwą. Jestem pewna, że widziałam zdjęcia fortu z tablicą. Co się z nią stało?  - Tablica z nazwą została spalona przez wandali. – wytłumaczy później Komendant. - Chcemy ją odtworzyć.  I dorzuci - Nie wiem dlaczego, jak się robi coś pozytywnego, to od razu znajdą się tacy, którzy będą chcieli to zniszczyć.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nic więcej tu nie ma. Nawet nie wiem, jak bardzo się mylę, ale to się dopiero okaże. Za chwilę zobaczę i zrozumiem, ile już  tu zrobiono i  co może powstać w przyszłości, jeśli praca i zapał  grupy ludzi zostaną wsparte przez innych.

- Jesteśmy na Forcie od 97 roku – informuje pan Konrad, kiedy zdążyliśmy sobie uścisnąć dłonie i pogłaskać na przywitanie Lisę – psa rasy syberian husky towarzyszącego naszemu przewodnikowi po forcie.

-          A kto wpadł na pomysł, żeby zająć się fortami? – pytam.

-          Ja – odpowiada prostodusznie Komendant. - W 97 roku latem ruszałem na spływ kajakowy z harcerzami; startowaliśmy z północy miasta, prawie przy forcie, bo woda podczas powodzi stała bliżej. I wtedy, patrząc na fort, pomyślałem, jaka to świetna sprawa.  Gdyby się tym zająć, można by tu stworzyć fantastyczną bazę harcersko – wodno – turystyczną. I zaraz po wakacjach zabrałem się do roboty. Od roku działaliśmy wtedy jako Harcerski Ośrodek Kształcenia Turystów Wodnych. Szybko okazało się, ze są i inni zainteresowani fortem jako zabytkiem militaris, więc postanowiliśmy stworzyć grupę fortmenów. I tak postał Harcerski Krąg Miłośników Fortyfikacji i Eksploracji. Zaczęło to obrastać w różne osoby, więc  pomyśleliśmy, żeby zabrać się szerzej - za sprawy nie tylko Fortu, ale całej Twierdzy Poznań.  Powstała koncepcja, żeby skrzyknąć podzielone środowiska forteczne pod jednym sztandarem i powołaliśmy Porozumienie dla Twierdzy Poznań . Pod tą marką występujemy jako konglomerat organizacji i osób. Niektórzy nie chcą być członkami żadnych stowarzyszeń, ale nam zależy, aby ze względu na swoje doświadczenie i wiedzę pomagały nam w działaniach. Bardzo wiele im zawdzięczmy.

Po żmudnym otwieraniu zabezpieczonych na różne sposoby drzwi, wchodzimy do piwnicznie chłodnej sieni. Na ścianie wielki plan całej Twierdzy Poznań, okalającej pierścieniowo dawne miasto. Na podłodze i specjalnie przygotowanych stojakach – wystawa eksponatów.

-          Stoimy w sieni bramnej, w której dawniej był most zwodzony zabezpieczający fort przed szturmem, urządziliśmy tu izbę pamięci w ramach skansenu fortecznego. – mówi Komandant.

-          Opowiem pokrótce o twierdzy. Jak pamiętamy z historii, w czasie przemarszu wojsk napoleońskich poznaniacy chwycili za broń i wyparli Prusaków z miasta. Prusacy tę bolesną lekcję zapamiętali, dlatego już w 22 maja 1817 roku generał Grolman napisał w swoim piśmie do króla Prus Fryderyka Wilhelma III na temat potrzeby ufortyfikowania Poznania jakże ważne dla dalszych losów miasta zdanie „Poznań musi być twierdzą. Będzie ona gwarantem, że Prusy za żadną cenę nie odstąpią tak potrzebnych im ziem i jednym ciosem zmiażdżą odwieczne knowania i intrygi Polaków”. Bo uwaga! – podnosi znacząco palec Komandant. - Cytadela to taki typ fortu, który nie tylko może bronić miasta przed atakiem z zewnątrz , ale w razie rozruchów może też ostrzelać miasto! Ma charakter policyjny! Warto tu wspomnieć, że inżynierowie wojskowi pierwotnie rozważali budowę twierdzy w Śremie, co wpłynęłoby znacznie na rozwój tamtego miasta. Gdyby tak się stało, Poznań byłby pewnie małym miastem powiatowym, a Śrem aglomeracją i siedzibą władz wojewódzkich. Po napisaniu memoriału do króla Prus pojawili się w Poznaniu oficerowie z korpusu inżynierskiego i zaczęto budowę na Wzgórzu Winiarskim…

Słuchamy ze specyficznego rodzaju podziwem, z jakim uporem państwo pruskie przez kolejnych kilkadziesiąt lat oplatało miasto kolejnymi kosztownymi i ciągle udoskonalanymi z uwagi na postęp techniczny obiektami: forty główne i pośrednie (łącznie 18 obiektów), do tego „pył fortyfikacyjny”, czyli około 120 mniejszych obiektów  (baterii polowych, wałów maskujących i schronów, ale nie mylić ze schronami dla ludności, bo to były stanowiska bojowe), które miały uniemożliwiać przedarcie się piechoty. Nasz Fort 4a był fortem pośrednim, wystawionym na międzypolu fortów głównych i miał za zadanie wzmacniać obronę obniżenia doliny rzeki Warty. Wzniesiono go po wojnie francusko – pruskiej z 1870, ze środków uzyskanych z kontrybucji. Sprawność ekipy budowlanej robi wrażenie bowiem zajęło to tylko 3 lata, fort wzniesiono bowiem w latach 1878-81.

- W naszej izbie pamięci mamy ciekawe znaleziska. –  Komendant odwraca się i wskazuje niskie, kamienne słupki - Są to kamienie graniczne twierdzy, młodsze 120-130 letnie z granitu i starsze z piaskowca mające ponad 160 lat. Każdy fort posiadał rejon ograniczeń budowlanych,  litery FG wykute w kamieniu znaczą – Fortifikationsgrenze (granica fortyfikacji) a litery FR – Fortifications Rayon (Rejon forteczny). Najcenniejszym tutaj kamieniem jest ten ma prawie 250 lat,  co prawda nie jest z Poznania, tylko z innej pruskiej twierdzy, ale – z 1765 roku, czyli z czasów Fryderyka Wielkiego! A znowuż tu – okręca się pan Konrad - mamy wystawę cegieł z sygnaturami cegielni, z różnych etapów powstawania twierdzy. Pisałem na ten temat pracę magisterską. Na potrzeby twierdzy pracowało co najmniej 20 cegielni! Transportowano cegłę nawet z Gorzowa Wielkopolskiego pod prąd rzeki Warty! Wapno też. Mamy tu sygnatury cegielni podpoznańskich: Promnice, Radojewo, Bolechowo, Rataje, Berdychowo, Żabikowo, Psarskie i wielu innych.  Budowa twierdzy to miliony cegieł, niekiedy nietypowych, o, takich długich na przykład. Zamówienia wojskowe sprzyjały rozwojowi miasta, a także wzrostowi wiedzy fachowej wśród miejscowych rzemieślników i architektów. Miało to decydujące znaczenie dla przyszłych realizacji architektonicznych na terenie Poznania.

Pochylamy się nad  znaleziskami metalowymi:  leży tu wyciąg windy amunicyjnej z fortu Winiary, fragmenty pieca, kraty fortecznej, wentylacji, okucia odrzwi, oskard.  I różne inne.

- Po odzyskaniu niepodległości za fortyfikowanie miasta wzięli się Polacy.  – kontynuuje Komendant. - Wiele obiektów pruskich wzmocniono w ten sposób, że na czapie zwykłego schronu artyleryjskiego budowano stanowisko dla karabinów maszynowych. Jedno takie stoisko pokażę tu dzisiaj. Ale nie sprawdzono ich przydatności bojowej, bo 5 września 1939 polscy saperzy wysadzili mosty poznańskie w powietrze i udali się w stronę Bzury, nie testując naszych fortyfikacji. Moim zdaniem trzeba było zostawić w tych 32 schronach ze stu ludzi i pomieszać Niemcom szyki, żeby  się trochę wykrwawili. Chociaż… - zamyśla się – nie wiem, jaką wiedzę miał nasz wywiad na temat poznańskich Niemców.

Po dłuższej rozmowie o naszych szansach w wojnie obronnej 39 roku, wracamy do teraźniejszości. A właściwie do przyszłości. Oto jak widzi przyszłość Fortu Komendant:

- Nasz pomysł polega na tym, żeby wykorzystując fragmenty wysadzonych koszar wybudować ściany będące klamrą architektoniczną spajającą stare z nowym. W środku byłyby nowoczesne wnętrza, sala do prezentacji historycznych, hotelik dla turystów i wodniaków. Skąd wodniaków? Przy forcie planujemy budowę mariny. Są tu idealne warunki, o których opowiem, jak zejdziemy nad Wartę. Dzięki naszej aktywności powstał cały plan rewitalizacji całej Twierdzy Poznań, nie tylko Fortu. Zaplanowaliśmy Poznański szlak Forteczny już kilka lat temu i plany te przekazaliśmy miastu. Być może w ramach budżetu obywatelskiego uda nam się pozyskać środki. W zeszłym roku nie zdobyliśmy pieniędzy, ale przynajmniej zrozumieliśmy, że jeśli się przyłożymy, uda nam się zebrać potrzebne głosy. Ja sam zebrałem wtedy 1% w skali miasta. Gdybyśmy się bardziej wysilili, można wygrać! Chcemy zainteresować nie tylko Naramowice, ale wszystkich mieszkańców miasta, bo szlak forteczny obejmuje przecież różne dzielnice Poznania. W tym roku chcemy się ubiegać o wytyczenie całości szlaku. To jest 25 różnego typu obiektów, przy których na początku powinny stanąć choćby tablice informacyjne. W 2007 postawiliśmy taką tablicę przy Forcie 1, dzięki pomocy samorządu lokalnego. 25 tablic plus przewodnik do ręki i mapa, które już są przygotowane, tylko trzeba wydać, żeby mieszkańcy mogli wsiąść na rower i objechać całą Twierdzę Poznań. Przy niektórych obiektach koledzy już prowadzą trasy turystyczne, z czego bardzo się cieszymy… Działamy już 17 lat, a nasza działalność wciąż zapładnia umysły kolejnych ludzi. Dzięki temu jest co pokazać w Twierdzy Poznań!

 

 Proponuję przejść teraz do innej części Fortu. – mówi komendant Konrad Dąbrowski po tym, jak zwiedziliśmy izbę pamięci w sieni bramnej Fortu 4a.

Wycofujemy się powoli, robiąc jeszcze zdjęcia, a na dworze wita nas miłe ciepło. Przechodzimy w prawo, mijając rumowisko wielkich, pogruchotanych bloków. Ależ tu musiały być eksplozje! Co tu się działo w czasie wojny?

- To już działalność powojenna – uśmiecha się ironicznie Komendant . -  Po 1956 roku, to jest moja teoria, Rosjanie zrozumieli, że Polakom nie wolno ufać. Pamiętali też obronę Twierdzy Poznań w 1945, którą zdobyli łatwo tylko dlatego, że załoga Fortu 9a opuściła linię. Stąd podejrzewam, że to było wysadzenie w celu unieszkodliwienia twierdzy. Takie obiekty są jądrami obrony. I nie jest to jedyny fort, który wtedy wysadzono. Co prawda w źródłach historycznych uparcie powraca temat rzekomej budowy autostrady – że wydano miliony złotych na wysadzenie, bo niby droga nie mogłaby się zmieścić. Do mnie to wytłumaczenie nie przemawia.

- Tu jest fragment kaponiery szyjowej, czyli takiego cypelka ze strzelnicami, który bronił fosy.  – objaśnia Komendant. - W prawo i w lewo była fosa, która stopniowo wzdłuż koszar opadała. Jeśli nie uda nam się pozyskać pieniędzy na rozbiórkę tych gruzów, to chociaż poprosimy o zgodę na wycinkę drzew, oczywiście tylko tych, które są chwastami. Budowę naszego Fortu ukończono w 1881 roku. Dwa lata później na poligonie w Kummersdorfie Prusacy ćwiczyli strzelanie granatem C - 83, który przebijał strop i dopiero wybuchał. Wszystkie budowle tego typu byłyby w razie ostrzału zniszczone, więc przywracając wartość bojową twierdzy dołożono u góry warstwy piasku i tłuczniobetonu. Dźwigi nie były wtedy rozpowszechnione, energii elektrycznej na budowach nie stosowano. To nadzwyczajna sprawność inżynierska i budowlana – cmoka z obiektywnym szacunkiem Komendant.

Słuchając Komendanta, przyglądamy się śladom jakby po ogniskach. Pełno dziwnych, kruchych resztek, rozsypanych wokół. Komendant wyjaśnia, że to po złomiarzach, którzy tu przychodzą: wypalają kable, śmiecą, załatwiają się. Ogarnia mnie złość, kiedy tego słucham. Komendant chciałby, żeby teren był swobodnie dostępny dla wszystkich. Ale  – dla dobra Fortu czy można na to pozwolić?

Wchodzimy do niepozornie wyglądającej wnęki, a tam ciężkie, stalowe, zabezpieczone drzwi ukazują naszym zdumionym oczom długi, półkoliście sklepiony korytarz. Robi wrażenie. Schodzimy po stromych schodach i długim, podziemnym korytarzem podążamy za naszym przewodnikiem. Na ceglanych ścianach charakterystyczne wysolenia. Poprowadzony prąd umożliwia swobodną wędrówkę.

- Znajdujemy się w kaponierze przeciwskarpowej Fortu – objaśnia Komendant. – To  izba bojowa z działem Hotchkiss-Grusson kaliber 37 milimetrów, które strzelało do fosy, tę ścianę rozebrano, ale chcemy to zrekonstruować. Mamy tu oryginalny pancerz od strzelnicy karabinowej. Stojąc w obszernej, podziemnej izbie, częściowo już zagospodarowanej, słuchamy z podziwem monologu Komendanta. - Tu chcielibyśmy puścić kanał z gorącym powietrzem, tu zrobić aneks socjalny. W tej sali można organizować rozmaite imprezy. Co roku urządzamy tu wigilię forteczną. Udało nam się udrożnić wentylację, więc jest stosunkowo sucho. A teraz opowiem, jak mogłoby to wszystko wyglądać w wersji maksymalnej : odbudowane koszary, lewe skrzydło piętrowe przeznaczone na schronisko dla turystów, a prawe zachowane w wysokości jednej kondygnacji, do tego oczyszczone dziedzińce, odbudowane dwie remizy i odkopane naroża fosy. Odkopywanie całej fosy jest bez sensu, szczególnie że na prawym jej odcinku może być pole namiotowe. Uwidocznić należy  też fragmenty fortu ważne z punktu widzenia dydaktycznego, czyli np. polski schron z 39 roku. Przed wyjściem Komendant pokazuje nam ciekawostkę  - utrwalone na cementowej posadzce ślady psa i jego właściciela w podkutych butach oficerskich, prawdopodobnie z czasów przebudowy tunelu w 1890 roku.

Wydostawszy się znów na światło dzienne, obchodzimy z Komendantem zewnętrzne, zarośnięte i stopione już mocno z przyrodą elementy Fortu.

- Plan minimalny to udostępnienie fos jako ścieżki spacerowej. Wersja maksymalna – odsłonięcie naroży fos i wykorzystanie wszystkich elementów kubaturowych. Tu np.: planujemy odtworzenie instalacji elektrycznej z XIX wieku. Część izolatorów się zachowała. - O, - wskazuje Komendant - tu ma być tablica informacyjna, płot zabezpieczający przed upadkiem na dno fosy i taras widokowy, z którego będzie widać całe naroże fosy. Wiosną są tu dywany żółtych kwiatuszków. Pod nami pomieszczenie latryny fortecznej. Kaponiera była miejscem dość stresującym dla załogi.  W razie ostrzału emisja niektórych wydzielin była częstsza… 

Wybucham śmiechem. – Ależ pan to eufemistycznie ujął, panie Konradzie!

- Panowie mieli po prostu bliżej do kibelka i nie musieli biegać do góry – jasno i przystępnie formułuje już Komendant. - Było to ważne. Francuzi, budując jeden z fortów, zapomnieli o latrynie podziemnej. I jak był ostrzał, to po trzech dniach poddali fort tylko z uwagi na to, że nie mogli już w środku wytrzymać ze smrodu…

Spacerujemy dalej i Komendant objaśnia nam dawne przeznaczenie kolejnych naziemnych fragmentów fortu. O dziwo nie ma tu śmieci. Nie, nie dlatego, że przychodzący tu nie śmiecą. To harcerze i miłośnicy fortyfikacji ze stowarzyszenia, regularnie uprzątają teren. Doceniamy ich wysiłek, zwłaszcza kiedy wychodzimy na ścieżkę prowadzącą ku Warcie – ze zgrozą mijamy zwały śmieci (lodówki, monitory, garnki itp.) 

- Fort 4a jako skrzyżowanie Szlaku Fortecznego z Międzynarodowym Szlakiem Wodnym!  - wykłada nam z zapałem swój pomysł Komendant. - Warta jest szlakiem, który doprowadzić nas może wszędzie – do Niemiec, Rosji, na Ukrainę i Białoruś! Zaprojektowaliśmy marinę, koszt wykonania to 100 – 200 tysięcy złotych. Chcemy oczyścić stare koryto, wybudować slipu do spławiania większych jednostek do wody, no i pływające pomosty oraz malutki bosmanat. Według naszych wyliczeń nakłady na Fort się zwrócą! Liczymy bardzo na pieniądze w ramach Budżetu Obywatelskiego. Zaprzyjaźniliśmy się z miłośnikami gier fabularnych,  z bractwami rycerskimi. Wiele jest osób i organizacji zaangażowanych, żeby to miejsce tętniło życiem i było przestrzenią rekreacyjną dla poznaniaków. Może tu nad Wartą powstanie też średniowieczne grodzisko. Nasze pomysły to połączenie różnych możliwości, które daje to miejsce. Trzeba było je tylko dostrzec. Teraz czas zrealizować. Wciąż poszukujemy i zapraszamy wszystkich chętnych do pomocy.

 

Kontakt z komendantem Konradem Dąbrowskim przez stronę hkmfie.harc.pl oraz www.twierdza.poznan.pl