Jolanta Zielińska-Wachowiak

Ludzie z Naramowic » Jolanta Zielińska-Wachowiak

  • Szkolny festyn
    Szkolny festyn
  • Dzień Węgierski
    Dzień Węgierski
  • Uroczystość w Przedszkolu
    Uroczystość w Przedszkolu

Duża szkoła, wybudowana w stylu typowym dla lat 80-tych ubiegłego wieku, stoi pośrodku osiedla Łokietka, dobrze widoczna z ulicy Łużyckiej. To Zespół Szkolno-Przedszkolny nr 1 – pierwsza taka placówka w Poznaniu. Rozmawiamy z panią dyr. Jolantą Zielińską-Wachowiak, dzięki której mieszczące się tutaj: liceum, gimnazjum i szkoła podstawowa, zostały przekształcone w nową jakość.

Pani Dyrektor, rozmawiamy w szkole, która miała nie istnieć…

Jolanta Zielińska-Wachowiak: Tak, miała nie istnieć. W roku 2012 nie widziano dla nas perspektyw, a teraz pracujemy na dwie zmiany i walczymy z przepełnieniem. Mamy 460 uczniów w szkole oraz 250 przedszkolaków. Gdzie te dzieci by teraz były? Zespół zatrudnia 97 pracowników, w tym 66 nauczycieli. Liczby mówią same za siebie.

Kto wpadł na pomysł utworzenia zespołu szkolno-przedszkolnego?

JZ-W: Ja ten pomysł miałam już dużo wcześniej. Liceum malało, gimnazjum malało, a jak jest mało dzieci, placówka staje się droga w utrzymaniu. Miasto nam wtedy wyliczyło, że to najdroższa szkoła w Poznaniu. Problemem był też mały rejon, bo obejmował tylko osiedle Łokietka, podczas gdy wszystkie nowe osiedla naramowickie znajdowały się w rejonie SP 60, która pękała w szwach. No i wymyśliłam zespół szkolno-przedszkolny, bo widziałam, że przecież na Naramowicach jest coraz więcej dzieci. Potem, kiedy dowiedzieliśmy się z gazety, że nas likwidują, wróciłam do tego projektu. Jeszcze raz go opracowałam i w końcu zapadła pomyślna dla nas decyzja. Z tym że bez wsparcia rodziców i Rady Osiedla Naramowice, to by się nie udało. 

Jak teraz, z perspektywy czasu, ocenia Pani decyzję o utworzeniu zespołu szkolno-przedszkolnego?

JZ-W: Oceniam bardzo dobrze. Małe dzieci mają doskonałe warunki w przedszkolu, przechodzą potem automatycznie do szkoły, co znacząco zmniejsza stres szkolny. Niektórzy nauczyciele, o odpowiednich uprawnieniach, pracują i w przedszkolu, i w szkole, więc są z niektórymi wychowankami razem 9 lat, co jest bardzo korzystne. Dzieci wcześniej poznają szkołę, bywają w auli, stołówce. 1 września widać było różnice w rekcjach pierwszaków – te, które chodziły do naszego przedszkola, nie były wystraszone, czuły się u siebie. Dzięki temu na pewno łatwiej im wdrożyć się w obowiązki szkolne. Poza tym wszystkim, biorąc pod uwagę liczbę dzieci, widać, że przedszkole okazało się niezbędne.

Co według Pani – jako dyrektora - jest największą bolączką polskiej oświaty?

JZ-W: Dla mnie najbardziej palącym problemem jest brak stabilizacji w oświacie. Nic nie jest trwałe. I to doskwiera nie tylko mnie jako dyrektorowi, ale tak samo nauczycielom i rodzicom. Nigdy nie wiemy, co nas będzie w nowym roku czekało. To jest podstawowy problem. Te materialne, czy inne, są do pokonania, natomiast bezustanne zmiany programowe, modyfikacje testów gimnazjalnych i matur, kolejne nowe zasady, procedury, wymagania – wywołują niepewność i chaos.  We wszystkim powinna być stabilizacja, a w ciągu mojej 30-letniej pracy zawodowej trwa ciągła reforma w polskiej oświacie. Przechodziłam to jako dyrektor liceum, gimnazjum i teraz „przerabiam” w szkole podstawowej i przedszkolu. Nie wiem, czy doczekam stanu stabilizacji, choć bardzo na to liczę.

Ja też jako rodzic mogę się podpisać pod tą potrzebą. Jakie zmiany w szkołach wchodzą chociażby w tym roku? O sklepikach wiemy, bo o nich zrobiło się głośno, ale inne?

JZ-W: Wchodzą bezpłatne podręczniki dla kolejnych klas, są zmiany dla uczniów niepełnosprawnych, zmiany w kwestii przyjmowania cudzoziemców do szkół, wymagań i pomocy. Nie sposób tu wszystkiego wymienić. Informacje o zmianach umieściłam na stronie szkoły, można je również znaleźć na stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej. Natomiast w kwestii sklepiku szkolnego, to parę lat temu szkoła była na tyle mała, że nikt nie chciał go otwierać. Mamy więc tylko sklepik ze zdrową żywnością prowadzony na przerwach przez dwie nauczycielki. Teraz przejrzałyśmy asortyment pod kątem nowych wymagań. Można kupić chipsy jabłkowe, soki wyciskane, wodę, wafle ryżowe, owoce. Panie zadzwoniły nawet do sanepidu, żeby przyjechano i sprawdzono nasze produkty.

Czy możliwy jest jeszcze powrót do dawnego systemu 8 klas w szkole podstawowej?

JZ-W: Ja bym postawiła raczej na specyficzne przygotowanie nauczycieli mających uczyć w gimnazjum. Ten etap edukacji wymaga bardzo specjalnego podejścia, zupełnie innych metod pracy niż w szkole podstawowej.

Dlaczego warto posyłać dzieci właśnie tutaj?

JZ-W: Przede wszystkim jest to, o czym mówiłam - ciągłość od przedszkola do szkoły. Warto też dlatego, bo szkoła jest przyjazna dzieciom – jasna, przestronna, kolorowa, jest  miejsce na ruch i aktywność, są dwie sale gimnastyczne, w klasach nowy sprzęt, tablice multimedialne. A nauczyciele kochają dzieci i swoją pracę – myślę, że to widać. Wtedy, kiedy szkoła się zmniejszała, zostali najlepsi. Teraz zatrudniam młodych ludzi, którzy mają dobre wzory do naśladowania. Mamy mnóstwo zajęć dodatkowych, choćby uwielbianego „Kuchcika Rondelka”, dzieci robią biżuterię, decoupage. Proszę policzyć, ile wyjdzie godzin przy 44 nauczycielach, z których każdy ma tygodniowo dwie godziny tzw. „karciane” – z przeznaczeniem na kółka i zajęcia wyrównawcze.

Na czym polega Pani styl kierowania szkołą? Czy widać tutaj właśnie Pani rękę, a nie kogoś innego?

JZ-W: Po 12 latach widać. Skończyłam organizację i zarządzanie na Politechnice (dzisiaj nazywa się to zarządzanie i marketing),a potem jeszcze matematykę. Łatwiej prowadzić szkołę z takim przygotowaniem. Ja mam podejście matematyczne i techniczne do wszystkiego, nie da się ukryć. W pierwszym zawodzie przepracowałam rok, tyle tylko przy biurku wytrzymałam. Chciałam pracować w szkole. To kwestia osobowości. Zdarzają się oczywiście momenty, że mam dosyć, bywa trudno, nie ukrywam tego. Jestem spod znaku panny, co oznacza, że wszystko musi być zaplanowane i dobrze zrobione. Nie lubię spóźnialstwa, a szczególnie jeśli się w tym nie widzi nic złego. Ale jednocześnie jestem panną z polotem, jak zawsze zaznaczam, czyli potrafię się nagiąć do sytuacji, także tej nieoczekiwanej. Nie jest mi trudno powiedzieć do nauczyciela, że go o coś proszę, nie wydaję poleceń, chyba że sytuacja zdarzy się specyficzna. Mam dużo pomysłów, z którymi idę z do nauczycieli, jednocześnie stawiam też na ich propozycje. Wiedzą, że muszą zgromadzić kilku do realizacji, wtedy dopiero przychodzą do mnie – całą grupą. Np. nasze szkolne festyny organizują dwie nauczycielki, one zbierają wszystkie pomysły. 

 Na jakim etapie są starania o wyprowadzkę MOPR-u z budynku szkoły? 

JZ-W: MOPR ma wybraną siedzibę przy ul. Karpia, do końca roku ma zostać stąd wyprowadzony. Miasto przeznaczyło już pieniądze na remont pomieszczeń, które w naszej szkole były zajmowane. Na  1 września 2016 roku mają być gotowe 4 sale, toalety, pomieszczenia gospodarcze. Może dzięki temu uda się, żeby pierwsze klasy były na dole i chodziły tylko na jedną zmianę, trzeba będzie pomyśleć jak to zrobić.

Pani plany na ulepszenie szkoły?

JZ-W: Marzy mi się szkoła, która będzie się podobać wszystkim – dzieciom, rodzicom i nauczycielom. Nie czarujmy się, nie każdemu ona odpowiada i nigdy nie jest idealnie. Zmiany, nad którymi myślimy, dotyczą głównie zajęć dodatkowych. Rozmawiamy z rodzicami, robimy ankiety, żeby tworzyć zajęcia według potrzeb. Chcielibyśmy, aby oferta edukacyjna była lepsza i ciekawsza. Drugi kierunek naszego rozwoju – szkoła otwarta dla ludzi, chciałabym żeby szkoła była centrum kulturalnym dla całego osiedla, żeby popołudniami coś tu się działo, nawet do 22.00.  Teraz szkoła jest dla dzieci, ale chciałabym, żeby służyła też rodzicom i wszystkim mieszkańcom. Zaczynamy działać w tym kierunku. Pan Szabelski z Rady Osiedla Naramowice chce tu realizować projekt, odezwała się też pani organizująca rok temu Lokalsów. We wrześniu mieliśmy wernisaż i wystawę malarską pana Stanisława Rakowskiego.

 Wkrótce szkoła będzie też o wiele ładniejsza z zewnątrz. Jesteśmy w programie funduszy norweskich, prace będą trwać do grudnia przyszłego roku: docieplenie, otynkowanie, baterie słoneczne do ciepłej wody, oświetlenie ledowe. Cieszę się tym bardziej, że dużo trudniej jest wyremontować szkołę od zewnątrz niż wewnątrz, ze względu na ogromny koszt. A przecież estetyczny i atrakcyjny wygląd szkoły jest czymś niezwykle ważnym!

 Rozmawiała: Renata Zychla