Monika Hellmann i Weronika Penconek

Ludzie z Naramowic » Monika Hellmann i Weronika Penconek

 

Pani Ela Skrzypczyńska – naramowicka radna – zadzwoniła do nas z nowiną.

  – Będzie u nas nowe przedszkole! I to jakie! Dla dzieci niepełnosprawnych!

Bardzo się ucieszyłam z tej wiadomości, bo taka placówka to rzecz potrzebna i rzadka. Jakie ono będzie, gdzie, dla kogo? Aby się tego dowiedzieć, umawiam się na kawę z dwiema z trzech współtwórczyń przedszkola. Siadają przede mną – energiczna, dynamiczna pani Monika Hellmann oraz ciepła, uśmiechnięta pani Weronika Penconek. Obie doskonale się uzupełniają – pani Monika więcej mówi o faktach, terminach, sprawach do załatwienia, pani Weronika skupia się na emocjach, towarzyszących  powstawaniu przedszkola i jego misji. Trzecia to pani Izabela Adamczewska. W naszej rozmowie, spontanicznej, wielotorowej, nie oddzielam, kto co powiedział, bo to mniej ważne, kiedy sprawa i emocje są wspólne.

- Przedszkole przeznaczone jest dla dzieci z wszystkimi niepełnosprawnościami. Będzie bezpłatne, zapewni dzieciom rehabilitację i opiekę specjalistów. Środki otrzymujemy od miasta - to dzięki nim nasze przedszkole będzie utrzymywane. Znalazłyśmy cudny lokal przy Drewlańskiej 10 - aż 300 m2 dla naszych dzieci. Nie jesteśmy z Naramowic, tak po prostu wyszło. Otrzymałyśmy naprawdę dużą pomoc ze strony pana Arkadiusza Stasicy, a do tego chylimy czoła przed TBS –em, bo poszli nam na rękę. Dali nam naprawdę bardzo dobre warunki współpracy.

Przedszkole będzie prowadzone metodą Montessori. Okazuje się, że pani Monika ma już doświadczenie jako dyrektor przedszkola integracyjnego „Małpi Gaj” na Piątkowie i jako osoba pracująca z dziećmi niepełnosprawnymi. Przedszkole na Drewlańskiej będzie jego filią, a oficjalna nazwa to: Akademia Edukacji Montessori „Małpi Gaj”. 

- Świetnie się złożyło, że budynek przy Drewlańskiej już jest przystosowany dla osób niepełnosprawnych. Mieszkają tam osoby starsze, więc są podjazdy, szerokie drzwi i korytarze, dużo przestrzeni, po której dzieci na wózkach będą mogły się swobodnie poruszać. Nasz lokal mieści się w dodatku na parterze. 

Ciekawi mnie, jak będzie wyglądał dzień w „Malpim Gaju”. Jak pracuje się z dziećmi o rozmaitych niepełnosprawnościach – ruchowych i intelektualnych, w dodatku o różnym ich stopniu.

- Terapia i rehabilitacja będą zajmowały dużą część dnia, nie będzie grup przedszkolnych w takim tradycyjnym rozumieniu, bo nie ma ich w modelu montessoriańskim. Zajęcia będą się skupiały w głównej sali. Chcemy kłaść nacisk na rozwój samodzielności oraz na to, żeby zrozumieli tę potrzebę także rodzice. Musimy przekonać ich, że dzieci mogą być w różnych sferach samodzielne. Placówka przewidziana jest na 40 wychowanków. Dla każdego malucha ułożymy plan rozwoju i terapii, ale w trakcie zajęć na pewno jeszcze okaże się, co należy zmodyfikować.

Chciałybyśmy, żeby przychodziły do nas jak najmłodsze dzieci – w wieku dwóch i pół, trzech lat. Wtedy mamy pole do popisu, wiele czasu, aby coś zdziałać. Musimy najpierw poznać dziecko, nie możemy na telefon odpowiedzieć mamie, która do nas dzwoni, że tak, przyjmujemy. Placówka będzie otwarta od 6.00 do 18.00. Trzeba jednak pamiętać, że dziecko niepełnosprawne nie powinno przebywać w niej zbyt długo. Maksymalnie 6 godzin. Dziecko może być zmęczone rehabilitacją, pracą z logopedą. 

Trio odważnych kobiet ma jasną i wyrazistą wizję tego, do czego zmierza.

- Będziemy chciały, jak już poznamy dzieci, a one się do nas przyzwyczają, pokazać im fajny świat. Tu ma być ich mały raj na ziemi. Na pewno będą nas odwiedzać teatrzyki, nie zamierzamy też siedzieć tylko na miejscu, na pewno dokądś zaczniemy wyruszać w miarę możliwości. Wspomogą nas praktykanci oraz wolontariusze. Jesteśmy umówione na  rozmowę z dziekanem w Wyższej Szkole Pedagogiki i Administracji, żeby wejść we współpracę z uczelnią. Korzyści będą obustronne. Chcemy, żeby tak za dwa lata było o naszym przedszkolu głośno, żebyśmy były najlepsze. Planujemy urządzić salę do integracji sensorycznej, mimo że to ogromny koszt. Zobaczymy, co się uda zrobić. 

-  Z trzecią koleżanką  jesteśmy w trakcie kursu integracji sensorycznej. Cudem zwolniły się dwa miejsca. Normalnie czeka się dwa i pół roku! Koleżanka śmiała się, że mam chody u „góry”. A ja czuję, że robię coś dobrego, że właśnie tą drogą mam iść. Oprócz biznesplanu mamy misję - nasza trójka chce zrobić ten świat trochę lepszym. Pewnego wieczoru pomodliłam się o jakąś alternatywę - co fajnego mogłabym zrobić w życiu. Nasze przedszkole mi się… przyśniło. Potem, kiedy rano spotkałam Monikę, akurat rozmawiała z kimś przez telefon o dziecku autystycznym. Myślę – kolejny znak? Wsiadam do auta, a tu dzwoni do mnie najlepsza koleżanka ze studiów i pyta: „Nie myślałaś, żebyśmy robiły coś z dziećmi niepełnosprawnymi?” Niesamowite. Wtedy mówię : „Dobra, dziewczyny, jedźmy do Plazy na kawę pogadać.” Na początku były plany, żeby zrobić u Moniki grupę integracyjną dla mnie i dla Izy, żebyśmy coś zaczęły, np. dla piątki dzieci. Ale ja mówię –  „Dziewczyny, ale mi się śniło przedszkole.” No i poszła lawina. To była połowa lipca. Do 30 września miałyśmy złożyć dokumenty, a dopiero 10 dostałyśmy klucze do Drewlańskiej. Same malowałyśmy, przywiercałyśmy, rodziny nam pomagały. I wszystko się udało.

- Przed wakacjami przeczytałam książkę o świętym Charbelu, nie ukrywam, że dość mocno mi pomaga w tej całej drodze z przedszkolem. Mam nawet prośbę do koleżanek, żebyśmy gdzieś zawiesiły jego portret. Nasz cel jest szczytny, idea wielka, ale zadanie, którego się podjęłyśmy -trudne. Nasze przedszkole to szansa dla wielu rodziców – tych mniej zamożnych, których nie stać na kosztowną, prywatną rehabilitację i tych, którzy musieli zrezygnować z pracy, żeby zająć się dzieckiem. Chcemy ich postawić na nogi, wesprzeć psychicznie, dać czas dla siebie – że np. mama będzie mogła iść na pół etatu do pracy czy po prostu pofarbować spokojnie włosy, odpocząć od opieki 24h. To jest nasza forma pomocy. I mamy już w niej doświadczenie.

Cóż powiedzieć  po wysłuchaniu obu pań? Tylko się cieszyć – jak zawsze, kiedy los styka mnie z ludźmi dobrej woli i dobrej mocy. 

Rozmawiała: Renata Zychla