Naramowice – lista problemów

Problemy Naramowic » Naramowice – lista problemów

 

Nasza dzielnica, która wciąż się rozbudowuje – ma moc przyciągania. Nawet mimo tego, że regularnie czytamy w prasie o najbardziej zakorkowanej ulicy w Polsce, jaką jest Naramowicka i zapowiedzi, że ludzie będą uciekać do innych części Poznania.

Naramowice to dzielnica świetnie położona – łączy w sobie wszystkie zalety miejskości i podmiejskości. Liczyli Państwo, jak szybko dojeżdża się do Starego Rynku, jeśli nie ma korków? Naramowicka, Szelągowska, Garbary i siup – jesteśmy w sercu miasta. Mamy tu parę nowoczesnych instytucji i obiektów, które tę „miejskość” bardzo podnoszą – choćby Poznański Park Naukowo-Technologiczny, kompleks rekreacyjno-sportowy Fairplayce, kilka dobrych restauracji, hotele.

Z drugiej strony sporo sielskiej „podmiejskości” – las z leśniczówką, rezerwat Żurawiniec, łąki nadwarciańskie, rzeka z malowniczymi zakolami, strumienie, stare zagrody wiejskie z czerwonej cegły, z grządkami kapusty i pachnącego kopru. W każde z tych miejsc dojdziemy spacerkiem. Historia też wtopiona jest w Naramowice – mamy tu dwa pruskie forty, schron dla piechoty (świetnie wykorzystany przez budowniczych hotelu „Forza”), pozostałości dawnego kompleksu dworskiego, stare, urokliwe kapliczki i figury Matki Boskiej, jedną z najstarszych szkół w Polsce. Są więc Naramowice naprawdę świetnym, ciekawym i pięknym miejscem. Ale.

No właśnie – tu dochodzimy do sedna tego tekstu, czyli spojrzenia na liczne, niezrozumiałe, bezmyślne, szkodliwe działania, albo właśnie zaniechania, które degradują naszą dzielnicę. Sprowadzają do poziomu sypialni – ma się tu spać, ale nie mieszkać. Zamknąć się w swoim domu/mieszkaniu, ale nie spacerować, nie robić tu zakupów, nie spędzać tu wolnego czasu, tylko po wszystko jeździć do centrum. Wielu rzeczy nie da się już cofnąć, można tylko niwelować skutki. Na przykład fatalnej, chaotycznej zabudowy. Osiedla powstają to tu to tam, jak rzucone z samolotu. Brak między nimi komunikacji, przejść. Mnóstwo ślepych uliczek donikąd, ulice dziwnie poprzeplatane, pozakręcane, często znalezienie właściwego adresu sprawia ogromny kłopot. Istny labirynt. W dodatku trudno się zorientować, kto gdzie ma pierwszeństwo. Odnosi się wrażenie, że ulice bez ładu i składu prowadzą to tam, to siam. Raz jest przejście, raz nie ma.

Brak chodników, co zniechęca do zakupów i spacerów po dzielnicy. Brak ścieżek rowerowych, a przecież mnóstwo tu rowerzystów, którzy chcą ominąć korki. W efekcie wąskie chodniki (jeśli są!) stają się pieszojezdnią, na której mijają się rodzice z wózkami i rowerzyści.

Nad tym, że Naramowicka jest niewydolna, więc wszyscy czekamy na Nową Naramowicką i tramwaj, nie ma sensu nawet się rozwodzić, bo to pierwsze i zasadnicze, co przychodzi do głowy, kiedy myślimy „Naramowice”. Mnóstwo domów i osiedli słabo skomunikowanych – do przystanków daleko, więc bez samochodu ani rusz. Jak w tej sytuacji władze chcą spowodować, że mieszkańcy przesiądą się do komunikacji miejskiej? Ruch na Naramowickiej zwiększa się jeszcze dodatkowo przez tranzyt z podpoznańskich gmin 

Kolejnym problemem jest sytuacja naramowickich szkół – trzy szkoły podstawowe (w tym jedna malutka przedwojenna, budowana swego czasu dla 174 rodzin) mają „obsłużyć” tak wielką dzielnicę, pełną młodych rodzin. Szkole nr 60 przy ul. Boranta grozi wprowadzenie trzeciej zmiany, w pozostałych też brakuje miejsca. Szkoła nr 48 wciąż nie jest skanalizowana, a jej sala gimnastyczna ma rozmiar większej klasy.

 Gimnazjum nie mamy wcale. Liceum też. Nastolatki zmuszone są codziennie dojeżdżać poza dzielnicę, co oczywiście znacząco zwiększa ruch. W wakacje wszyscy kierowcy odczuwają ulgę, bo jest wyraźnie luźniej.

Państwowych przedszkoli są dwa, w tym jedno maciupeńkie. Gdyby nie oferta prywatnych przedszkoli na Naramowicach, trzeba by wozić maluchy po całym mieście. Żłobek miejski? Brak.

Do tego Wielka Pustka Kulturalna – z zazdrością patrzymy na prężną i pożyteczną działalność osiedlowych domów kultury w innych dzielnicach. Naramowicom – pełnym dzieci i dorosłych o rozmaitych zainteresowaniach i pasjach – potrzeba domu kultury, biblioteki, księgarni. Takie centrum integrowałoby mieszkańców, dawałoby szansę zdolnym, a mniej zamożnym rozwijać swoje talenty. Można by zapraszać na spotkania autorskie, wernisaże, spektakle. Tę lukę stara się wypełnić Centrum Edu Arto – gdyby nie ono, strach pomyśleć, co by było. Jednocześnie przykład Edu Arto pokazuje, jak świetnie w instytucjach kultury ludzie się integrują – poznają, zaprzyjaźniają. A ponadto widać, że chcą przychodzić, korzystać, uczestniczyć w wydarzeniach kulturalnych.

Naramowice są straszliwie zaśmiecone. Nie usprawiedliwia tego niewystarczająca, według mieszkańców, liczba koszów na śmieci. Butelki, opakowania, papierki leżą dosłownie wszędzie. Natomiast lasy i łąki dla wielu są prywatnymi wysypiskami. Podczas przejażdżek rowerowych mija się lodówki, materace, kanapy, lub po prostu wypchane czarne lub niebieskie worki pełne śmieci. 

Cdn.