demo sklepu z ceramikami demo sklepu artystycznego

przykłady galerii internetowych przykłady galerii www

Odkrywamy radojewski pałacyk

Ciekawe miejsca » Odkrywamy radojewski pałacyk

  • Bracia von Treskow
    Bracia von Treskow

Jeśli na Naramowicach wsiądziemy w autobus 67, dojedziemy nim do końca trasy, a potem zaraz skręcimy w ulicę Podbiałową i pójdziemy kawałek pod górę, natkniemy się na ciekawy, historyczny zakątek – pałacyk pruskiej rodziny von Treskow. Kiedy spogląda się na uroczą rycinę z epoki i porówna widniejący tam dworek ze stanem dzisiejszym, trudno nie poczuć żalu. Tym większego, że miejsce to łaskawie ominęła wojna, a dzieło zniszczenia dokonało się na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat.

O pałacu rodziny von Treskow w  Radojewie pisać można właściwie tylko w czasie przeszłym: był taki i taki, otaczało go to i tamto, tu stało to, a tu owo. Bo dzisiaj, cóż, została tylko zniszczona bryła budynku z oknami zabitymi metalowymi panelami, startym herbem i ledwo rozpoznawalnymi resztkami parku. Chyba jeszcze najlepiej w porównaniu z resztą zachował się stary, rodzinny cmentarzyk. A jednak wciąż wyczuwalny czar tego miejsca sprawia, że chce się o nim napisać. Niemal od początku XIX wieku aż do drugiej wojny światowej był uroczą, rodzinną siedzibą, w której przychodziły na świat kolejne dzieci, odbywały się familijne spotkania, przyjęcia, bale – wszystko to, co składało się w tamtych czasach na życie zamożnej, pruskiej szlachty. Zresztą bardzo świeżej, bo założyciel osiadłego na ziemiach poznańskich rodu – Zygmunt Otto Józef von Treskow został nobilitowany w roku 1797. O von Treskowach można by pisać długo i jest to z pewnością temat na oddzielny tekst. Należał do nich wielki kawał tutejszej ziemi (nabytej za bezcen po odebraniu jej przez państwo pruskie cysterkom): Owińska, Biedrusko, Radojewo, Morasko i wiele, wiele więcej. Wybudowali łącznie 28 posiadłości!

Źródła mówią, że pałacyk w Radojewie wraz z rozległym parkiem, Zygmunt Otto Józef von Treskow zaczął budować od pierwszych lat XIX wieku, w stylu berlińskiego klasycyzmu. Lokalizacja była starannie przemyślana, wykorzystująca wszystkie atrybuty miejsca: wzgórze z przepięknym widokiem, malowniczą dolinę Warty, strukturę terenu, pozwalającą na założenie efektownego ogrodu i parku, ze zbiegającymi się na kolistych placykach alejkami. Były tu platformy widokowe, oczka wodne, a nawet dodające romantycznego uroku sztuczne ruiny. Te ostatnie możemy jeszcze dzisiaj wypatrzyć w bezładnej plątaninie drzew i krzewów. Za, powiedzielibyśmy dzisiaj – architekturę krajobrazu – odpowiadać miał pierwszorzędny pruski projektant ogrodów Piotr Józef Lenné. Natomiast prace nad pałacykiem prowadził Ernest Peterson, we współpracy z pracownią wybitnych architektów: Karola Schinkla i Fryderyka Gilly. Trwały one z przerwami do 1825 roku, początek wieku był bowiem niespokojnym i niepewnym czasem wojen napoleońskich.

W radojewskim pałacyku osiadł Henryk – piąty z siedmiu synów przedsiębiorczego Zygmunta Ottona (choć pierwotnie miejsce to przypadło jego najstarszemu bratu Beniaminowi, zmarłemu jednak przedwcześnie) – i prowadził pracowite, choć nie pozbawione rozrywek, życie właściciela ziemskiego. Ożenił się z 15 lat młodszą, dobrze urodzoną panną Antoniną von Bünting, a dworek Radojewo wraz z malowniczym otoczeniem najwyraźniej sprzyjał życiu rodzinnemu, bo sypnęło im się tutaj ni mniej ni więcej, tylko trzynastu synów! Barwne i różne były ich losy –  np. Ernest został dyplomatą, pruskim ambasadorem w Chile i Argentynie, Franz, Edward i Henryk wybrali karierę wojskową i doszli do stopni generalskich… 

Rozrastająca się rodzina von Treskow potrzebowała więcej miejsca, dom został więc na początku drugiej połowy XIX wieku przebudowany. Powiększono go, czyniąc z budynku stojącego wcześniej na planie litery H, jednolity prostokąt, co wpłynęło też na kształt dachu. Wstawiono okazalsze, nowocześniejsze okna. Nad gankiem ozdobionym kolumnami, nie było już tarasu, za to powstał nowy pokój. Pałacyk, nadal uroczy, pięknie wkomponowany w krajobraz i teraz już rozbudowany nie był jednak (na dawne standardy) szczególnie okazały. Liczyłam: równo 35 moich niewielkich kroków liczy szerokość fasady. Oczywiście to wystarczyło, aby we wnętrzu znajdowała się sala balowa i kilka saloników, nie mówiąc już o innych pokojach.

Brat Henryka – Otton - mieszkał w doskonale widocznych w dali Owińskach. Rodzeństwo mogło do siebie machać ze swoich domów, które, choć odległe, specjalnie zostały wybudowane na jednej osi. Trzeba przyznać, że nestor von Treskow umiał znajdować fachowców od architektury i krajobrazu! Widok był zachwycający dzięki temu, że dworek stał na wzgórzu. Niżej rozpościerała się malownicza dolina Warty, pola, lasy i okoliczne wsie. Nawet dzisiaj jesteśmy w stanie ocenić walory widokowe, choć naokoło budynku gęsto rosną drzewa. Ale wystarczy zejść w lewo, obok kapliczki, ścieżką wiodącą do drogi, a mimo iż będziemy niżej, otworzy nam się przepiękny obraz. 

W roku  1861 Radojewo zostało oficjalnie przekazane drugiemu z trzynastu synów Henryka – Ottonowi (imiona w tej rodzinie wciąż się powtarzały). Posiadłość tętniła życiem. W rozległym, piętnastohektarowym parku, członkowie rodziny nie tylko znajdowali rozrywkę i wytchnienie. Tutaj także założyli rodzinny cmentarz. Zachował się on do dziś, choć porosłych mchem kamiennych nagrobków nie oszczędzili wandale. Są na szczęście i tacy, którzy przynoszą tutaj na 1 listopada znicze i porządkują mogiły. Cmentarzyk leży na prawo od głównej ścieżki prowadzącej od domu ku Warcie. Warto go zobaczyć – omszałe kamienie, zatarte napisy, cokoły utrąconych pomników przypominają świat i czasy, które bezpowrotnie minęły. Spoczywa na nim wielu członków rodziny von Treskow, a ostatnim, który ma swój kamień pamiątkowy (bo nie jest tu pochowany)jest syn Ottona - Herman von Treskow, który zginął w pierwszych dniach września 1939. Według relacji z niemieckiego pamiętnika miał zostać wywieziony z Poznania przez Polaków jako wojenny zakładnik. Rozstrzelano go, kiedy wyczerpany marszem, nie mógł już dłużej iść. Przyznam, że nie słyszałam nigdy o niemieckich zakładnikach. Przytaczam wersję zdarzeń, którą odnalazłam. Herman nie był członkiem NSDAP, od polityki trzymał się z daleka. Na początku XX wieku jego ojciec Otto sprzeciwiał się działalności Hakaty oraz agresywnej polityce pruskiej na ziemiach polskich. Stanowisko swoje w tej sprawie opublikował nawet na łamach „Kuriera Poznańskiego”.

Synowie Hermana i Ellen Margarethe – Otto, Henryk, Herman i Oskar oraz córka Anna byli pewnie ostatnimi z von Treskowów urodzonymi w Radojewie. Najstarszy Otto prowadził majątek Radojewo jeszcze w latach wojennych - do roku 1945. Potem rodzina wyjechała do Niemiec, a jej siedzibę, przejętą przez władzę ludową, czekała niestety powolna degradacja. 

Czy dzisiaj to zabytkowe miejsce, z niewątpliwym, olbrzymim potencjałem dostanie jeszcze swoją szansę?

Renata Zychla

 

Fot. "TN", pozostałe ilustracje znalezione w Internecie, zdjęcie braci v.T. z niemieckich stron poświęconych genealogii.