demo sklepu z ceramikami demo sklepu artystycznego

przykłady galerii internetowych przykłady galerii www

Pałac Biedrusko

Ciekawe miejsca » Pałac Biedrusko

Nowe życie Pałacu Biedrusko 

„Albrecht von Treskow zamknął szklane drzwi ogrodu zimowego i popatrzył wyczekująco na inspektora, który, zapatrzony w zieloną dal parku, starannie przecierał szkła binokli.  – Taak. Cóż, dziękuję za wszystkie informacje. Prześlę teraz szczegółowy raport do Berlina i powiadomimy pana o decyzji władz. Osobiście sądzę, że nasza armia będzie zainteresowana Schloss Weissenburgiem.”

Tak mógłby brzmieć fragment powieści o historii poligonu i pałacu rodziny von Treskow w Biedrusku, gdyby ktoś zechciał takową napisać. Historia bowiem, tak pałacu, jak i poligonu, miała swój punkt zwrotny właśnie wtedy – w 1904 roku, kiedy wnuk Zygmunta Ottona Józefa von Treskow, sprzedał swój urokliwy pałac wraz z rozległym terenem na potrzeby Armii Pruskiej. Od tej pory historia Biedruska ściśle zwiąże się z wojskowością. Te kartki, które widzą Państwo na samym dole, wysyłał swojej narzeczonej w 1934 mój dziadek Zygmunt w czasie odbywania służby wojskowej.

Pałacu nie oglądałam od lat, lat, lat, chociaż przejeżdżając zakręt, zawsze łypałam ciekawskim okiem w głąb parku. Obiekt popadał w smutną ruinę. Od kilku lat jest inaczej. Nowym (stosunkowo – bo od pięciu lat) właścicielom udało się kupić pałac wraz z przyległym terenem, chociaż zainteresowani byli nim także zagraniczni inwestorzy.

 Naszą rozmowę z właścicielem przerywają co jakiś czas telefony od pracowników: ile kupić, jak zrobić… Chociaż obiekt działa już jako lokal i hotel, prace remontowe wciąż trwają. Tyle jest jeszcze do zrobienia. Właściciel ma w sobie spokój i pewność. To prawdziwy szef! Ale oprowadza nas bez miny „pana na włościach”. Wręcz przeciwnie. Nabycie Biedruska nie było związane ani z jego zawodem, ani z branżą, w której od lat pracuje. Zrobił to nie dla zysku, ale żeby przywrócić historyczny obiekt społeczeństwu.

  - Ten z góry na stare lata tak rządzi, że jeszcze coś takiego mi dał. – niby to narzeka szef, ale ma przewrotne iskierki w oczach. - A teraz człowiek musi się martwić, żeby tak robić, żeby Mu wstydu nie narobić, nie? 

Ze stylowego holu wchodzimy do dawnej sali balowej. Nakryto dla kilkudziesięciu osób. Ooo, szykuje się wesele. Ależ tu pięknie – nie ma bogactwa kapiącego złotem, postawiono na elegancję szlachetnej patyny lat i dawnego stylu. Odnowiono stare sztukaterie, przywrócono kryształowy blask wielkich starych zwierciadeł. Na środku sufitu rozeta, a naokoło biegną putta podtrzymujące płomień domowego ogniska. 

- To oryginalna, zachowana sztukateria – objaśnia właściciel. – Symbolika amorków dowodzi, że pałac budowany był z myślą o stworzeniu rodzinnej siedziby. Sprzedany został podobno przez długi karciane… 

 Ech, Albercie von Treskow… Jeśli to prawda, to głupiej nie można było…

- To sala na 160 osób, ale można ją też podzielić – demonstruje nam gospodarz. - Staramy się przywrócić wnętrzom charakter pałacowy, bo z takim założeniem były one projektowane. 

Kiedy wychodzimy na klatkę schodową i spoglądamy na biegnące w górę schody, dostrzegamy na samym jej szczycie świetlik, przez który snop światła rozlewa się po wnętrzu, podkreślając urodę tralek i poręczy. Przemierzamy kolejne piętra i pokoje. - Podnieśliśmy dach i dołożyliśmy piętro. –objaśnia gospodarz.- Teraz mamy 42 pokoje dla stu osób. 

Właściciel okazuje się też miłośnikiem starych mebli, które ściąga z najróżniejszych miejsc i restauruje, przywracając im dawny blask i funkcje. Zdarzało mu się nawet odnaleźć meble z samego pałacu (!), którym w ten sposób po latach udało się cudem wrócić na dawne miejsce… 

Na pierwszym piętrze wchodzimy do wygodnego, obszernego, jasnego pomieszczenia. To biblioteka. Parkiet, piękne stare krzesła, wielkie, zabytkowe radio na stoliku. Króluje tu zabytkowa, oszklona biblioteczka, przepysznie zdobiona.

- Ten mebel też ma swoja historię. Rodzina z kresów wschodnich przesiedlona do Gorzowa zamieszkała w mieszkaniu po Niemcach. Teraz, kiedy się przeprowadzili w okolice Poznania, sprzedali mi tę szafę. – Szef pochyla się i dotyka drewnianych postaci, wyrzeźbionych po bokach. - Tu jest św. Piotr, a tu św. Jan – z flachą wina cha, cha! A wiecie dlaczego?

- Wiem! – nie daje się zaskoczyć Beata. – Jest legenda, że świętemu Janowi podano zatrute wino, a on modlitwą uwolnił je od trucizny!

 To nie koniec niespodzianek. Pałac kryje ich wiele!

„Wdech podziwu” – „Yyyyh!” wywołuje też u mnie pokój myśliwski. Na ścianach trofea: poroża, medaliony.

Wracamy do nastrojowego holu, skąd schodzimy do „piwnicy”. Ceglane ściany, łukowate sklepienia, w powietrzu unosi się apetyczny zapach porannej kawy. Okrągłe stoliki przykryte jasnymi, wykrochmalonymi obrusami czekają na restauracyjnych gości. Na ścianach kolekcja broni białej i palnej – jak się okaże – to zaczątek muzeum. Można pooglądać z bliska, podotykać.

 - Piwnica zatopiona była na metr, jak tu pierwszy raz weszliśmy – wspomina nasz gospodarz. -Jak kiedyś uda mi się to wszystko skończyć tak, jak bym chciał, to przy wjeździe postawimy tablicę – że obiekt powstał dzięki pracy zwykłych ludzi, a nie pomocy Unii, gminy, wojewody, czy kogo tam jeszcze.

Z restauracji można wyjść bezpośrednio do parku. Zrobienie tu dodatkowego wejścia też było pomysłem gospodarza. Odkopano i odrestaurowano staw górny i dolny.

- Obiekt jest otwarty dla wszystkich – podkreśla szef. - Działają tu harcerze. Odbywają się wernisaże, wystawy, różne spotkania, na przykład wigilijne. Przed Wielkanocą już tradycyjnie urządzamy wspólne śpiewanie pieśni pasyjnych. Zamierzamy też otworzyć regionalne muzeum patriotyzmu i architektury wnętrz, stąd te eksponaty, ale zwrócimy się po więcej do Ministerstwa Obrony. W parku będą stały czołgi i wozy pancerne. Nasze muzeum ma nawiązywać do  wojskowej przeszłości pałacu. W tę część jego historii też trzeba się jakoś wpisać. Tu przed wojną był garnizon 7 Pułku Strzelców Konnych. W pałacu bywali ciekawi goście: cesarz Wilhelm, król Rumunii, podobno też marszałek Foch. Tu Rommel ćwiczył przed inwazją w Afryce.

- Jakieś ciekawe znaleziska w trakcie remontu, niespodzianki? –pytamy.

- Tu już opowiadali legendy o podziemnym przejściu przez rzekę do Owińsk. – macha ręką szef. - Ale niczego absolutnie nie było. Ani przejścia, ani skarbów, nic. Gdyby coś było, nie ma cudów, w czasie remontu musiałoby się dać znaleźć. Ale pomarzyć fajnie! 

Kto jest wrażliwy na urok dawności, szuka interesujących miejsc „z duszą” - nie rozczaruje się tutaj. Jak to dobrze, że takie miejsca odradzają się dzięki ludzkiej determinacji i uporowi. Oby ich przybywało -  i miejsc, i ludzi. Cieszmy się, że Biedrusko mamy tak blisko.  

Właściciel bardzo nam dziękował, że jesteśmy pierwszymi osobami, które zainteresowały się tym obiektem.

Renata Zychla

Adres obiektu: Biedrusko, ul. 1 maja 82

www.zamekbiedrusko.pl