Rodzina Grajek z Tyrwackiej

Ludzie z Naramowic » Rodzina Grajek z Tyrwackiej

  • Pani Monika
    Pani Monika
  • Pani Katarzyna
    Pani Katarzyna

Lata 70 –te  ubiegłego wielu.  Naramowice. Państwo Grajek kupują tu działkę przy ulicy Tyrwackiej i przez kilka lat budują dom, do którego wprowadzą się w 1976 roku z dwiema małymi córeczkami. Syn urodzi się już tutaj. W okolicy spokój, cisza, za oknami  widok na pola pszenicy, w dali Żurawiniec. Jak na wsi. Kiedy pani Danuta zaprowadza Monisię do przedszkola, może ją potem zobaczyć  z okna przychodni.  Ale  Kombinat Naramowice pracuje pełną parą,  zaczynają wyrastać  w pobliżu kolejne bloki z mieszkaniami dla pracowników. Dzielnica zaczyna się zmieniać. Pani Danuta Grajek nie tylko pracuje w Kombinacie, ale decyduje się otworzyć pierwszy na Naramowicach  prywatny gabinet stomatologiczny.

 Zawody i zamiłowania często dziedziczymy po rodzicach. To nie jest odkrywcze stwierdzenie i ja też wcale nie zamierzam z nim polemizować. Spotkanie z panią Danutą Grajek i jej córkami – panią Moniką Grajek – Kaczmarek i panią Katarzyną  Grajek- Nogalską, będzie tylko kolejnym jego potwierdzeniem. Damska część rodziny Grajków to dwa pokolenia stomatologów z zawodu oraz muzyków z zamiłowania i… też zawodu. Rośnie trzecie pokolenie i również gra!

Pani scedowała na córki nie tylko swój zawód, ale i zainteresowania . Proszę opowiedzieć, jaki jest mechanizm takiego „dziedziczenia”?

Danuta Grajek: Dziewczynki często bywały u mnie w gabinecie, zapoznawały się ze wszystkim, to było ich naturalne, codzienne otoczenie.

Monika Grajek-Kaczmarek: Nawe zapach gabinetu do dziś bardzo dobrze nam się kojarzy, bo wiązał się zawsze  z mamą…

DG: Syn zamiast stomatologii wolał handel zagraniczny, ale szkołę muzyczną też skończył.

A skąd rodzinne zamiłowanie do muzyki?

DG: Zawsze kochałam muzykę, uwielbiałam chodzić na koncerty. Jak tylko pojawiły się dzieci, myślałam o tym, żeby nauczyły się grać na jakimś instrumencie.

MG-K: Najpierw była podstawowa szkoła muzyczna na Solnej. Pamiętam, jak mama zaprowadziła mnie na egzaminy. Przyjęto mnie i tak rozpoczęła się moja przygoda z muzyką. Potem naturalną koleją rzeczy młodsze rodzeństwo też poszło do tej szkoły. Ponieważ chciałam studiować medycynę, po ósmej klasie odeszłam do „normalnego” ogólniaka.  Ale po roku stwierdziłam, że w tej szkole straszne nudy – przyjdzie się do domu, odrobi lekcje i co dalej? Okazało się, że bez muzyki trudno już mi się obejść, więc postanowiłam zdawać egzaminy do średniej szkoły muzycznej przy Głogowskiej.

DG: Monika nie powiedziała nam, że tam zdaje, poszła w tajemnicy.

MG-K: Dostałam się na perkusję, stawiając rodziców przed faktem dokonanym. Jeszcze na  Solnej bardzo mi się podobało, jak perkusiści  ćwiczyli na ksylofonie, wibrafonie, marimbie, bo lubiłam szczególnie melodyczne instrumenty perkusyjne. Życie nabrało tempa: po liceum studiowałam stomatologię, kończąc równolegle średnią szkołą muzyczną przy Głogowskiej. Poznałam tam mojego przyszłego męża, byliśmy w jednej klasie. Grał na saksofonie.

Katarzyna Grajek – Nogalska: Ja już w podstawówce przekonałam się do perkusji , bo słuchałam, jak gra na niej Monika.  Akurat kiedy siostra skończyła szkołę przy Głogowskiej, to ja zaczęłam. Od razu wiedziałam, że idąc do „biol-chemu”, chcę jednocześnie zdawać do średniej muzycznej. Kiedy przejdzie się z podstawówki muzycznej do zwykłego liceum – trafia się do innego świata - ludzie wydają się jacyś zwykli, bezbarwni, jest nudno. Całe szczęście, że  miałam szkołę muzyczną od razu, równolegle z ta zwykłą. To było fantastyczne doświadczenie, poznałam tam wspaniałych ludzi. Potem Monika zaczęła jeździć na koncerty i zorganizowała orkiestrę w Poznaniu, do której i ja dołączyłam.

Orkiestra lekarzy?!

MG-K: Jestem stomatologiem oraz muzykiem – perkusistą .  Jeszcze na studiach zaczęłam szukać możliwości realizowania się także w tym drugim zawodzie.  W Polsce nie było tradycji orkiestr nieprofesjonalnych i do tej pory jest ich bardzo niewiele.  Nie było więc żadnej orkiestry, w której mogłabym grać. Znalazłam przez przypadek informację, że jest coś takiego jak EMSO czyli European Medical Students’ Orchestra i że najbliższy jej koncert odbędzie się w Porto. Długo nie myśląc - pojechałam. Bardzo mi się podobało. Program był ambitny, dużo do grania na ksylofonie i na kotłach, trójkątach, werblach, no wszystkim dosłownie. Zaprosiłam tę orkiestrę do Polski, co przy ich bogatym i wypełnionym programie udało się zrealizować dopiero po czterech latach. Chciałam im pokazać Polskę ,a był to czas kiedy dopiero przygotowywaliśmy się do wejścia do Unii Europejskiej. Projekt był ogromnym przedsięwzięciem, decydując się, nie wiedziałam, na co się porywam. To były prawie dwa tygodnie i 70 osób z całego świata! Koncerty odbywały się w Poznaniu  i Gdańsku. Otrzymaliśmy ogromne wsparcie od Izby Lekarskiej, udało się pozyskać sponsorów, uczestnicy też oczywiście płacili za udział. Dzięki temu koncertowi udało mi się zaktywizować lokalne środowisko. Okazało się że jest w Wielkopolsce wielu lekarzy grających, którzy podobnie jak ja poszukują jakiegoś spełnienia w muzyce. Wielu z nich ukończyło szkoły  muzyczne. I tak powstała przy Wielkopolskiej Izbie Lekarskiej kameralna orkiestra, która po jakimś czasie przybrała nazwę „Operacja muzyka” . Jest to orkiestra kameralna, ale są w niej i smyczki, instrumenty dęte,perkusyjne. Udało nam się też powołać Polską Orkiestrę Lekarzy. Nasze koncerty odbywają się w różnych miastach, także z okazji świąt, a dochód przeznaczany jest na cele charytatywne.

A rodzinne świąteczne muzykowanie jest czy nie?

MG-K: Jest, jest, ale staramy się żeby nie było to na siłę. Jak byliśmy młodsi, to przy większym zjeździe rodzinnym był pełen skład: flet, gitara, skrzypce, fortepian. Mój syn Staś ma 12 lat i świetnie gra na trąbce. Jest w szkole muzycznej, w piątej klasie i odnosi sukcesy.  Zosia ma 9 lat i gra na skrzypcach. Niedawno powiedziała mi, że musi iść na stomatologię, żeby móc grać potem w Polskiej Orkiestrze Lekarzy.

KG-N:  A moja Laura ma rok, więc na razie ćwiczy na grzechotkach.

Z podziwem patrzę na Pań aktywność i rodzinną współpracę – prowadzicie razem gabinet, gracie w jednej orkiestrze…

MG-K:  Cieszę się, że ułożyło nam się tak, że możemy się z siostrą wymieniać – w pracy, orkiestrze i opiece na d dziećmi. Takie rodzinne przedsiębiorstwo – na wielu poziomach.

 

Rozmawiała: Renata Zychla

Fot. Archiwum rodzinne Państwa Grajek